Skopiec i Skalnik

Skopiec

 

To już trzeci dzień naszych górskich zmagań. To miał być dzień rezerwowy, na wypadek gdyby pogoda nam nie dopisała. Z uwagi, iż w dwóch poprzednich dniach zdobyliśmy szczyty, które mieliśmy w planach i bez żadnych problemów, postanowiliśmy że ten dzień również wykorzystamy. Naszą bazą wypadową jest jeszcze w dalszym ciągu Jedlina-Zdrój. Z tego miejsca jedziemy do miejscowości Komarno. Drogą dojeżdżamy do samego końca tej miejscowości. Samochód parkujemy przy ostatniej nieruchomości w tej gminie. Tuż obok łączą się dwa szlaki – żółty i niebieski. Dojazd do niej prowadził drogą asfaltową, jednakże była ona bardzo wąska, co powoduje że trzeba na niej mieć oczy dookoła głowy. Parkujemy samochód przy innym pojeździe, który bynajmniej nie posiada tutejszej rejestracji. Widać, że z uwagi na Koronę Gór Polski szczyt ten jest odwiedzany przez tych, którzy muszą zdobyć najwyższy szczyt Gór Kaczawskich. Wychodząc na szlak spotykamy małżeństwo, które właśnie wraca ze Skopca. Podpowiadają nam gdzie znaleźć szczyt. Jak się okazuje nie jest to aż takie łatwe bo przy szczycie znajduje się wieża radiowo-telewizyjna, która nie jest jakby się wydawało, usytuowana w jego najwyższym punkcie i może to spowodować stratę cennego czasu. Idziemy zgodnie z niebieskimi znakami. Po 20 minutach jesteśmy już na wzniesieniu na którym stoi maszt radiowo-telewizyjny. Na rozwidleniu ścieżek po jego lewej stronie, na przybocznym krzaku znajduje się prowizoryczna strzałka zrobiona z gałęzi i mała biała karteczka z napisem Skopiec. Kierujemy się w lewo, zgodnie z „drogowskazem”. Po 2 minutach, po lewej stronie, widoczny jest metalowy maszt z nazwą szczytu oraz czerwoną skrzynką, w której znajduje się pieczątka. Po krótkiej chwili, dochodzą na szczyt kolejni turyści. Ucinamy z nimi krótką rozmowę (która trwa 40 minut). Jak się okazuje ojciec – Krzysztof, wraz z dwiema córkami (jedna z nich to Ania, imienia drugiej córki nie pamiętam) zdobywa po raz drugi KGP. Są ze Szczecina i jak wynika z dalszej rozmowy, zdobywają drugi raz KGP, ponieważ młodsza z córek w trakcie wcześniejszego zdobywania szczytów, nie była zapisana w klubie KGP. Uważam, że to super podejście ojca do córki, która również chce zdobywać najwyższe szczyty wszystkich pasm górskich Polski. Współczuć im można tylko tej odległości do najbliższych gór. Jednak jak widać, marzenia można zawsze spełniać, tylko trzeba tego chcieć i pomóc szczęściu w tym wszystkim ;-). Razem schodzimy ze szczytu i rozjeżdżamy się w swoich kierunkach. My jedziemy na Skalnik.

 

 

Skalnik

 

Kierujemy się do wsi Czarnów. Jest to wieś, do której w zimie jest chyba bardzo ciężko się dostać. Jak informują znaki drogowe, w zimie droga nie jest odśnieżana, tak więc tutejsi mieszkańcy mogą liczyć chyba wyłącznie na siebie. Samochód zostawiamy tuż przed samym wejściem na szlak tj. pod agroturystyką Czarników. Z tego miejsca w kierunku szczytu prowadzi szlak zielony i niebieski. Początkowo idzie asfaltową drogą, by po chwili zamienić się w drogę wyłożoną z kostki brukowej, która prowadzi do szlabanu, stojącego na granicy lasu. Znaki informują nas o opuszczeniu wsi Czarnów. Dalej idziemy leśną drogą. Po przejściu 5 minut, szlak skręca w prawo w las. Pierwsza strzałka wskazująca skręt w prawo jest oddalona od właściwego skrętu ok. 50 metrów, tak więc trzeba uważać w tym miejscu, by nie pobłądzić. Teraz lekko wspina się on ku górze. W ten sposób przez las wędrujemy pół godziny.  Docieramy do rozwidlenia się różnych szlaków, gdzie umiejscowiona jest tablica upamiętniająca Dh. Hm. Janusza Boisse . Drogowskazy ze szlakami są uszkodzone, więc w rzeczywistości nie wiemy, gdzie dokładnie znajduje się szczyt. Decyduję, że idziemy dalej wzdłuż niebieskiego szlaku w kierunku Przełęczy Rudawskiej. Po drodze mijamy namalowany na drzewie niebieski szlak, na którym ktoś napisał markerem „Skalnik” i strzałkę wskazująca, że należy iść dalej. Po krótkiej wędrówce dochodzimy do szczytu. Jakby to powiedzieć, a raczej napisać, szału nie ma. Szczyt znajduje się na szlaku, pośród lasu. Widoków brak. Tym razem nie ma żadnej skrzynki z pieczątką. Robimy oczywiście fotki i schodzimy w dół. W drodze powrotnej zahaczamy jednak o punkt widokowy, znajdujący się przy wspomnianym rozwidleniu szlaków. Później kierujemy się już tylko w dół. Przybijamy pieczątkę w agroturystyce i jedziemy na jedzonko do Oberży PRL w Jedlinie-Zdrój. Niestety na szlakach nie było żadnych schronisk, więc musieliśmy wybrać jakieś miejsce na posilenie się. Jak się okazuje, cel był słuszny. W oberży jedzenie bardzo dobre i przede wszystkich danie bardzo duże. Cała knajpa jest w stylu PRL-owskim, ale sztućcy nie mamy na łańcuchu 😉 Gorąco polecam to miejsce.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *