Mogielica oraz Lubomir

To nasz ostatni wyjazd, w którym zdobywamy szczyty do Korony Gór Polski. Na obecną chwilę pozostały nam jeszcze trzy – Mogielica, Lubomir oraz Lackowa. Na naszą bazę noclegową wybieramy Mszanę Dolną, gdyż leży ona mniej więcej po środku odległości pomiędzy Mogielicą a Lubomirem. Przyjeżdżamy do Mszany w niedzielę wczesnym wieczorem. Mieścina jak dla mnie nie ma niczego w sobie, co spowodowałoby abym tam wrócił. Nocleg, który wybraliśmy przypominał raczej wczesne lata 90-te. Nie przeszkadzało Nam to jednak, bo zatrzymaliśmy się tutaj wyłącznie na dwie noce. Na miejscu znaleźliśmy jedną pizzerię, która na kolana nas nie powaliła. Wyboru w kwestii jedzenia, zbyt dużego tutaj nie było. Po zjedzeniu zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy do swojego pokoju. Tutaj zaczęliśmy planować następny dzień – poniedziałek 1 maja 2017 r. Tego dnia chcemy zdobyć oba szczyty w przeciągu jednego dnia, bo następnego dzionka chcieliśmy już jechać do Krynicy Zdroju na właściwy urlop ;).

Nadchodzi poniedziałek, wstajemy dosyć późno i w trasę wyruszamy dopiero grubo po godzinie 10. Nie taki miał być plan, no ale trzeba było wypocząć, ponieważ w sobotę (po uzyskaniu wcześniejszej akredytacji) „bawiłem” się w fotografa na imprezie The Color Run, która była organizowana w Dąbrowie Górniczej. Impreza trwała prawie cały dzień, co nie pozostało bez wpływu na nasze przygotowania do urlopu. Okazało się, że znalazły się rzeczy których zapomnieliśmy ze sobą zabrać. Ale mniejsza o to. Z Mszany kierowaliśmy się samochodem do Jurkowa. Droga trwała ok. 20 minut. Samochodem zaparkowaliśmy koło prywatnej posesji znajdującej się przy niebieskim szlaku, prowadzącym na Mogielicę. Tutaj zapytałem się miłej starszej Pani, czy nie będzie problemem pozostawienie samochodu w tym miejscu. Wskazała nam miejsce gdzie możemy zostawić samochód. Wypakowaliśmy plecaki i zaczęliśmy kierować się zgodnie z niebieskimi znakami. Szlak wiedzie wzdłuż drogi krzyżowej (na stacjach ząb czasu odcisnął swoje piętno i nie których stacji nawet nie zauważyliśmy). Szlak początkowo ma ostrzejsze podejście, które trochę męczy. Za nami idzie jedna dziewczyna, natomiast z góry mijają nas inni turyści, którzy wracają już ze szczytu. Dochodzimy do krzyżówki dróg, przy których szlak na szczyt wiedzie dalej prosto. Tutaj zatrzymujemy się na chwilę, ponieważ szlak raz mocniej raz lżej prowadzi ciągle pod górę. Dochodzi do nas dziewczyna, która jak się okazało próbowała nas ciągle dogonić ;-). Wita z nami się również wiewiórka, której nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Dalej, z nowo poznaną koleżanką Aleksandrą, idziemy dalej. Czeka nas ostre, ale krótkie podejście. Idziemy jeszcze kilka minut i wyłania się przed nami ładna polana, z której widać już wieżę na szczycie. Wędrujemy cały czas niebieskim szlakiem. Ostatnie metry ostrzejszego podejścia i jesteśmy na szczycie. Na szczycie sporo ludzi. My spędzamy tutaj ponad pół godziny. Ubieramy się cieplej, bo pomimo, że świeci słońce, na wieży mocno wieje. Wchodzimy po stromych schodach. Robimy zdjęcia i „karmimy” swoje oczy ładną panoramą. Po zejściu z wieży, nasze drogi z Aleksandrą się rozchodzą. Koleżanka postanawia wrócić inną drogą, my wracamy tą samą którą przyszliśmy. Umawiamy się, że jeśli czas pozwoli to spotkamy się na kawie w Karczmie Baranówka. Znajduje się ona przy drodze, którą wiedzie szlak niebieski. Po zejściu do miejsca gdzie pozostawiliśmy samochód, podjeżdżamy nim pod Karczmę. Znajdują się tutaj noclegi. Żałujemy, że tutaj nie zarezerwowaliśmy sobie noclegu. No ale nie ma co płakać nad „rozlanym mlekiem”. Jemy i pijemy. Spędzamy tutaj łącznie ok. 2,5 godziny. Po pewnym czasie do Karczmy wchodzi Aleksandra, która tutaj  nocuje. Wspólnie siedzimy przy kawie i rozmawiamy.

 

 

Dobrze nam się siedziało, ale po godzinie 17 wyruszamy dalej, ponieważ przed nami jeszcze Lubomir. Wsiadamy do samochodu i jedziemy. Przejeżdżamy Kasinę Wielką i Węglówkę. Samochodem podjeżdżamy pod Gościniec pod Lubomirem. W połowie drogi wisi znak zakaz wjazdu – droga prywatna. Trochę spowodowało to naszą konsternację, ale stwierdzamy, a co jeśli mamy nocleg w Gościńcu. Trzeba jakoś przecież dojechać. Decydujemy, że jedziemy. Droga już nie jest taka komfortowa i samochód ze słabszym silnikiem może mieć problem by tam dojechać. Po dotarciu na miejsce, Ania idzie do właściciela i rozmawia o całej tej sytuacji. Okazuje się, że nie ma problemu byśmy zostawili tu samochód. Wyruszamy na szczyt, na który mamy ok. 20 minut. Na górę prowadzą czerwone znaki. Na szczycie spotykamy tylko rodziców z dzieckiem. Mijając wcześniej turystów schodzących, wszyscy mówią nam że obserwatorium, które tam się znajduje jest zamknięte i nikt nie otwiera. Czy aby na pewno ? Dzwonimy dzwonkiem do obserwatorium i ku naszemu zdziwieniu otwiera Nam pracownik, z którym podczas rozmowy dowiadujemy się, że będzie odbywał się nocny seans o godzinie 21.00 za całe 5 złotych. Schodzimy do Gościńca aby się czegoś napić i coś zjeść. Na miejscu rozmawiamy z właścicielem i oglądamy pokoje. Drugi raz tego dnia jesteśmy zawiedzeni naszym noclegiem w Mszanie. Właściciel bardzo miły, opowiada nam wiele anegdot dotyczących powstania Gościńca i „walki” z tutejszymi mieszkańcami m.in. o drogę dojazdową. Ania nie ma ochoty czekać do 21 na seans i decydujemy się po godzinie 20 wracać do naszego miejsca noclegowego. Na tym kończy się nasz dzień. Do zdobycia pozostaje ostatni szczyt :D.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *