Lackowa – 997 m n.p.m.

Drugi dzień naszego urlopu. Tego dnia Naszym celem była Lackowa, która ma 997 metrów nad poziomem morza.  Wczesnym rankiem wyruszyliśmy z Mszany Dolnej i kierowaliśmy się w kierunku miejscowości o nazwie Izby. Do gminy tej dotarliśmy od południowo-zachodniej strony, jadąc drogą przez Mochnaczka Niżna. Niestety nie był to nasz dobry wybór. Droga główna wiedzie (krajowa 75) wiedzie do Tylicza a następnie do granicy RP. W połowie drogi GPS puścił nas drogą leśną, zbudowaną z płyt betonowych przez środek lasu. Powodowała ona małe trudności, jednak dojechaliśmy do Izb bez większych problemów. Jak się później okazało, jest to jednak jedna z głównych dróg dojazdowych (wow). Zaparkowaliśmy nieopodal zagrody dla koni. Wzięliśmy swoje plecaki i wyruszyliśmy w drogę. Zauważyliśmy, że nie jesteśmy pierwszymi wędrowcami, którzy kierują się na Lackową, gdyż kilka osób było na miejscu. Poznać to było po ilości samochodów w tym miejscu z „obcą” rejestracją. Kierowaliśmy się drogą na południe, by dotrzeć do czerwonego szlaku, który biegnie granicą polsko-słowacką i prowadzi na szczyt. Wcześniej wyczytałem na blogach innych wędrowców, że miejsce w którym biegnie szlak, można łatwo pominąć, gdyż słupki graniczne są zarośnięte, bądź ich nie ma, dlatego idąc cały czas prosto można dojść do słowackiej mieściny o nazwie Flick. Jak już wcześniej wspomniałem (w poprzednim poście) byliśmy dosyć źle przygotowani do tej całej wyprawy, stąd też nie mieliśmy ze sobą mapy. Wspólnie z napotkanym mężczyzną szliśmy razem. Jak się później okazało było to błedem, ponieważ pomimo posiadania mapy, facet ten źle nawigował. Skręciliśmy zbyt szybko w lewo, bo aż na pierwszym skrzyżowaniu. Później, dzięki włączonej nawigacji GPS okazało się, że oddalamy się od szlaki i wręcz zataczamy koło. Postanowiliśmy z Anią zawrócić, i inną ścieżką udało nam się dojść do prawidłowego miejsca. Wyszliśmy w miejscu w którym zaczyna się strome podejście z luźnym podłożem. W miejscu tym spotykamy innych turystów, gdzie jedni pną się w górę inni postanowili zejść tym podejściem. Po wejściu na grań do szczytu pozostało nam 5-10 minut. Po dojściu na szczyt, standardowo rozwijamy flagę i się fotografujemy. Na szczycie znajduje się również pieczątka, którą przybijamy w książeczce. Zdobyśliśmy nasz ostatni szczyt w Koronie Gór Polski. Wybór góry policyjnej (bo tak jest nazywa z uwagi na swoją wysokość – 997 m npm.) na nasz ostatni szczyt był przypadkowy. Nie planowaliśmy, który szczyt będzie nam kończył ten cały projekt. Tak po prostu wyszło. Mieliśmy dylemat, którą stroną schodzić. Ania optowała za tym by iść dalej, a ja bardziej byłem przekonany by wracać tą samą drogą co przyszliśmy. Jak się później okazało nie tylko my mieliśmy taki dylemat. Stanęło w końcu na tym, że z innymi turystami będziemy schodzić drugą stroną grzbietu. Stąd też poszliśmy szlakiem dalej, który po około 10-15 minutach, pod kątem 90 st. zakręca na północ. Po zejściu z grzbietu zdecydowaliśmy się, że nie będziemy iść dalej szlakiem, tylko skręcamy na zachód i idziemy leśną drogą. Szło nam się dobrze. Dopiero pod koniec ścieżki musieliśmy pokonywać ją z małymi trudami, ponieważ płynęła nią rzeka ;-). Doszliśmy w końcu też do opuszczonej wsi z której pozostała wyłącznie świątynia, obok której była opisana historia tego miejsca. Wieś została opuszczona (jak dobrze pamiętam) przez osadników w związku z akcją „Wisła”. Wtedy to zaczęły się zbierać czarne chmury i rzęsiście padać. Dotarliśmy do samochodu jeszcze nie przemoczeni, którym to pojechaliśmy do Krynicy-Zdrój, gdzie mieliśmy noclegi i gdzie rozpoczęliśmy nasz leniwy urlop :D. Tam też świętowaliśmy zdobycie Korony Gór Polski :D.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *