DOSSIER

Nazywam się Robert Melon. Moją pasją są góry (trekking) oraz jazda na rowerze. Jak wielu z Nas, swoje pierwsze kroki w górach stawiałem na wycieczkach szkolnych. Zawsze byłem jednym z pierwszych, którzy najszybciej docierali do celu. Lubiłem słuchać przewodników opowiadających ciekawe historie związane z danym regionem, jednocześnie brnąc jak najdalej aby zobaczyć jak najwięcej. Nie jestem domatorem, zawsze podobały mi się podróże. chciałem zobaczyć jak najwięcej ciekawych miejsc, jednakże powtarzano mi zawsze, że na takie cele trzeba mieć dużo pieniędzy. Nie jest to prawdą, o czym mogłem się przekonać w trakcie nauki w szkole średniej, kiedy to jeden ze starszych znajomych zaproponował mi pięciodniowy wyjazd w polskie Tatry. Wycieczka szalona, jednakże otwierająca perspektywy oraz wąskie myślenie na temat podróży. Dlatego też, z pięćdziesięcioma złotymi w portfelu wybrałem się razem ze znajomym w podróż do naszych pięknych Tatr. Jak tego dokonaliśmy ? Otóż podróż opierała się na stopie. Po dotarciu na miejsce, nocowaliśmy w jednym z domów wskazanych przez księdza. O ile pamiętam, nie był to pierwszy wyjazd mojego kolegi w Tatry, ale mój z pewnością tak. Brak stosownego ubrania (ubrani byliśmy w wojskowe moro oraz desanty), z mojej strony brak większego przygotowania kondycyjnego, nie przeszkadzało nam na poruszanie się po Tatrach. Pierwszym szlakiem jaki pokonaliśmy, był czerwony szlak Doliną Strążyską a dalej w kierunku Giewontu. W okolicach Grzybowca, gdzie istnieje strome podejście po wielu schodach, dało się we znaki w moich nogach. Kondycyjnie nie było najgorzej, jednakże nogi potrzebowały odpoczynku. Znajomy, człowiek z żelazną kondycją, forsował by nie zatrzymywać się i iść dalej. Tak też uczyniliśmy idąc ciągle przed siebie. Po pewnym czasie udało dotrzeć nam się na rozgałęzienie szlaku czerwonego i niebieskiego, prowadzącego na Giewont. Z uwagi na baaardzo duże kolejki, postanowiliśmy nie wchodzić na szczyt, tylko iść dalej. Żółtym szlakiem, kierowaliśmy się na Kopę Kondracką. Kto był, wie że nie jest to zbyt trudne podejście, jednakże dla mnie była to mordęga. Po wejściu na Kopę udaliśmy się czerwonym szlakiem w kierunku Kasprowego Wierchu z którego następnie zeszliśmy do Kuźnic. Była to dla mnie pierwsza wyprawa, bez doświadczenia, bez obycia się jakiegokolwiek z górami wysokimi. Był to jednakże krok milowy w mojej dalszej pasji, jaką są właśnie góry. Fakt, że wieczorem nie mogłem chodzić, bo tak bolały mnie nogi, był niczym przy widokach i wspomnieniach, które pozostały do dnia dzisiejszego. Kilka dni później, mój partner wybrał się na Rysy. Ja miałem problem z dojściem do Morskiego Oka, z uwagi na bolące uda, łydki i wszystko inne co było możliwe, jednakże po udanym zdobyciu przez niego szczytu, postanowiłem sobie, że kiedyś i ja tam wejdę. W końcu to najwyższy szczyt Polski. Taki był mój początek z górami, który w latach następnych owocował tym, że wracając w Tatry, moje przygotowanie kondycyjne było na znacznie lepszym poziomie, zdobywałem doświadczenie poprzez wchodzenia na różne łatwiejsze szczyty. Przez kolejne lata wracałem w te najpiękniejsze polskie góry, co owocowało zdobyciem chyba większości wysokich szczytów oraz przemierzenie wielu pięknych szlaków. Oczywiście zaglądałem również w inne rejony górskie, jednakże należy mocno tutaj zaakcentować, że to Tatry pozwoliły mi na rozwinięcie skrzydeł, w dodatku nie musząc inwestować wielu pieniędzy. Czasami jeździło się do Zakopanego za śmiesznie małe pieniądze, gdzie musiały one starczyć na dwa tygodnie pobytu a innym nie starczyłoby choćby na sam nocleg. Zawsze powtarzam, dla chcącego nic trudnego. Zakochałem się w Tatrach, dlatego wracałem tam z każdą nadarzającą się okazją. W miarę „jedzenia” apetyt rósł. Dlatego jeździłem również w inne pasma górskie, chcąc podziwiać przyrodę również i tą mniejszą. Jednakże to Tatry pozostały w moim sercu i będą tam na zawsze. To z nimi posiadam wiele wspaniałych przeżyć i wspomnieć. Zdobyłem w Tatrach m.in. Ciemniak, Rysy, Kozi Wierch, Świnicę, Gerlach i wiele innych. Gdy powiedziało się Tatry, należy również powiedzieć Alpy, dlatego nie zamykam się wyłącznie na polskie góry, choć od 2014 r. postanowiłem zdobyć Koronę Gór Polski. Uwielbiam uprawiać trecking, dlatego też chcę zaliczyć, w miarę możliwości finansowych, szlak GR 20 oraz zdobyć m.in. Triglav, Zugspitze, Mont Blanc oraz Elbrus. Są to kolejne marzenia związane z górami, które chcę realizować. Góry mają to do siebie, ze nie powinno się w nie chodzić samemu. Jestem wierny temu stwierdzeniu, dlatego na szczęście wokół mnie znajdują się osoby z którymi marzenia te mogę spełniać, ponadto zawsze jestem skory do pomocy i udzielania wskazówek.